Umieszczone na serwerze 'SILICONET' Strona główna
glockner
dolomity
lodowy
gerlach
tatry
grantzach
Tu możesz pobrać archiwa ze zdjęciami
Co mamy w planach?
Tu możesz dodać komentarz
 
Licznik odwiedzin
Jakże trudno jest opisać niesamowity, pełen przygód tydzień w Tatrach. Chyba nie da się tego zamknąć w kilku zdaniach, dlatego mam nadzieję, że wybrane przeze mnie zdjęcia choć trochę przybliżą każdemu z odwiedzających tę stronę klimat tej wspaniałej wyprawy. A jako dobry wstęp pokuszę się tutaj tylko na kilka suchych faktów.

Na starcie do zdobycia Grani Tatr Zachodnich stanęło 8 osób z różnych miejscowości - jak koledzy słusznie mawiali - "reprezentacja Polski" :) Wyruszyliśmy w niedzielę 3 marca około godziny 7 rano ze schroniska na Polanie Chochołowskiej. Poprzez Grzesia i Rakonia dotarliśmy na Wołowiec i zeszliśmy troszeczkę poniżej Dziurawej Przełęczy na miejsce naszego pierwszego noclegu. I już wtedy zaczęła się przygoda z silnym wiatrem... kłopoty z namiotem, mokre śpiwory... najważniejsze wtedy było tylko jedno - "oby przetrwać do rana" :) Poranek prawie bezwietrzny, piękne słońce... wróciły jakby humory po słabo przespanej nocy... idziemy dalej.
Dzień drugi bardzo pracowity - doszliśmy do Gaborowej Przełęczy, gdzie (już tylko we dwóch) nocowaliśmy. Zupełna cisza (miejsce dobrze osłonięte od wiatru), gwieździste niebo i silniejszy mróz - jednym słowem piękna noc, która dodała nam sił do dalszej "walki" :)
Dzień trzeci jeszcze dłuższy i intensywniejszy. Odwiedziliśmy po drodze Bystrą (jako najwyższy szczyt Tatr Zachodnich), pożegnaliśmy zachodzące słońce na Tomanowym Wierchu i nocowaliśmy w szałasie pod Tomanową Przełęczą.
Dzień czwarty i ostatni to "atak" na Stoły (jeden z trudniejszych odcinków grani) w znów powiększonym, bo 6-osobowym zespole, a potem przygoda z halnym wiatrem na Czerwonych Wierchach. Ostatni odcinek (od Kopy Kondrackiej do Kasprowego Wierchu) udało mi się pokonać samotnie, "na żywca" :) (nie zapomnę klimatu Goryczkowej Czuby o zmierzchu) i już przy czołówce... :) Do drzwi górnej stacji kolejki na Kasprowym Wierchu zapukałem w środę 6 marca o godzinie 21.

Podsumowując całą wyprawę: kawał dobrej przygody!
Dziękuję wszystkim kolegom za wspólnie spędzone chwile na grani... :)

Fotogaleria