Umieszczone na serwerze 'SILICONET' Strona główna
glockner
dolomity
lodowy
gerlach
tatry
grantzach
Tu możesz pobrać archiwa ze zdjęciami
Co mamy w planach?
Tu możesz dodać komentarz
 
Licznik odwiedzin
Widok ze szlaku Via Ferrata d'Alpini Wyjazd w Dolomity (sierpień 2001) był pomysłem planowanym przez nas prawie od roku. Początkowo ta wyprawa, w pierwsze dla nas góry inne niż Tatry, miała być celem samym w sobie. Później jednak szybko okazało się (ze względu na bliskość Grossglockner-a :), że wyjazd ten zostanie połączony z wejściem na "dach Austrii".

Zaraz po zdobyciu Grossglockner-a pojechaliśmy w kierunku San Condido i ruszyliśmy na żelazne drogi grupy Dolomiti di Sesto. Pierwszą nockę w Dolomitach spędziliśmy w schronisku (a w zasadzie w zatłoczonym zajeździe :) w Fondo Valle. Tam też zostawiliśmy nasze plecaki i z bagażem "podręcznym" ruszyliśmy na alpinstradę (Via Ferrata Strada d'Alpini). Drogą tą dotarliśmy do schroniska Berti (nocka), a stamtąd ferratą Roghel i Gabriella do schroniska Carducci (nocka, bardzo sympatyczny klimat). Następnego dnia zeszliśmy (zahaczając po drodze o biwak Cadore) na Fondo Valle, skąd udaliśmy się w kierunku Cortiny d'Ampezzo.

Zasmakowawszy nieco dobrodziejstw cywilizowanego świata, ruszyliśmy na Cinque Torri. W tym wspinaczkowym ogródku Dolomitów mowa włoska mieszała się z polską, francuzką, niemiecką i angielską (innych języków chyba nie słyszeliśmy). Zniechęceni ilością ludzi w schronisku (co było spowodowane możliwością wjazdu kolejką z parkingu do samego schroniska) postanowiliśmy zanocować w skałach. Spędziliśmy tam trzy dni, wybierając wielowyciągowe, aczkolwiek dość proste drogi.

Ponieważ czas naszego pobytu w górach nieuchronnie zbliżał się ku końcowi, z Cinque Torri, powoli skierowaliśmy się do Cortiny d'Ampezzo, a dalej do San Condido, by w końcu wsiąść do pociągu jadącego do kraju (no może nie do końca, bo bez kilku przesiadek się nie obyło :)

Fotogaleria